Norwegia - samochodem w stronę fiordów

 Cześć!

Zapraszam na relację z 10 dniowego wyjazdu do Norwegii. Wyjazdu, który był spełnieniem marzeń. Planowaliśmy tą podróż od wielu lat.



Naszą wyprawę zaczęliśmy od podróży do Gdyni, stamtąd ruszyliśmy promem Stena Ebba do Karlskrony. Wybraliśmy rejs nocny z kabiną z oknem i śniadaniem. Wracając również wybraliśmy Stena Line, jednak zdecydowaliśmy się na kabinę bez okna. 









Promy w dwie strony dla dwóch osób z samochodem osobowym z taryfą flexi kosztowały nas 1820 zł. 

Pierwszy raz płynęłam promem i byłam zachwycona. Stena Ebba to nowy prom, a to na pewno wpływało na ogólne wrażenie. Przy kolejnej podróży samochodem do Skandynawii na pewno zdecyduję się na prom. 


Rano dopłynęliśmy do Szwecji. Pierwszym punktem była miejscowość Fjallbacka, znana z serii kryminałów Camilii Lackberg. Zaczęłam czytać te książki wiele lat temu i oczami wyobraźni byłam tutaj już wiele razy. Wiedziałam, że gdy tylko będzie okazja odwiedzę to miejsce.






Po wizycie w tej uroczej miejscowości ruszyliśmy w kierunku Norwegii. Drugą noc spędziliśmy w wynajętym domku w Ørje. Właściwie był to pokój przy domu właścicieli, ale  z oddzielnym wejściem toaletą i aneksem kuchennym, za który zapłaciliśmy 178 zł. 




Rano ruszyliśmy w stronę fiordów, jednak jako fani skoków narciarskich nie mogliśmy nie zatrzymać się na największej skoczni narciarskiej świata w Vikersund. 


Po zobaczeniu kompleksu narciarskiego ruszyliśmy w kierunku Flåm. Byłam w tej miejscowości w 2019 roku, link do relacji znajdziecie TUTAJ, a do filmu z tej wycieczki TUTAJ

Po drodze mijaliśmy wiele pięknych miejsc. 



Po 4 latach wróciłam!






Szybkie zwiedzanie deszczowego Flåm i ruszamy w kierunku naszego noclegu. Spaliśmy w Hytte czyli małym czerwonym domku, spełniając przy tym moje marzenie. Hytte, są różne, jednak zazwyczaj bez udogodnień. Wielu Norwegów ma własne Hytte i uciekają tam na weekendy i wakacje odpocząć od miejskiego zgiełku. Nasz domek miał podłączenie do prądu, ale nie miał bieżącej wody ani toalety. Niedaleko naszej hytty była wspólna toaleta, prysznic i kuchnia dla kilku domków. Taki nocleg kosztował nas 178 zł



Rano udało się polatać dronem, ujęcia z tego miejsca możecie zobaczyć w filmie na YouTube. Poranek spędziliśmy w tym uroczym miejscu i zaczęliśmy dalszą podróż. Tego dnia pojechaliśmy zobaczyć lodowiec.



Kolejny nocleg spędziliśmy na kampingu, pogoda była słoneczna, było bardzo ciepło, niestety wiał duży wiatr, więc o lataniu dronem nie było mowy. 


Rano po słonecznej pogodzie nie było już śladu, a nas czekało składanie namiotu w deszczu. Żeby złożyć namiot musieliśmy przestawić samochód i... pierwszy problem tej wyprawy, samochód nie chce odpalić. Okazało się, że padł akumulator, oczywiście kabli nie mieliśmy, ale na szczęście pomogli nam właściciele kampingu. Udało się odpalić, złożyć mokry namiot i ruszyliśmy dalej. 

Dotarliśmy do deszczowego Ålesund, miasta które słynie ze swojej architektury. W 1904 roku w Ålesund wybuchł wielki pożar. Drewniana zabudowa spłonęła i miasto zostało odbudowane  w stylu secesyjnym. Ålesund zwiedzaliśmy w deszczu. 






Wieczorem docieramy do Geiranger, czyli głównego celu naszej podróży. 




W miejscowości Geiranger zostaliśmy na dwie noce, spaliśmy na kampingu. Za dwie noce zapłaciliśmy 720 koron, prysznic kosztował 10 koron.








Drugiego dnia w Geiranger płynęliśmy promem po fiordzie. Wybraliśmy 1,5 godzinny rejs. 










Chcieliśmy pojechać na Dalsnibę, ale ostatni odcinek drogi był jeszcze zamknięty, pojechaliśmy tyle ile się dało i ze słonecznego Geiranger znaleźliśmy się w środku śnieżnej zimy. 



Następnego dnia ruszyliśmy w kierunku Drogi Trolli. Po drodze mijaliśmy piękne widoki.


Krajobraz zmienił się dosłownie w 10 minut! Wiatr ustał na tyle, że udało się polatać dronem. 



Zjechaliśmy słynną Drogą Trolli - fantastyczne przeżycie, chociaż niektóre mniej popularne norweskie drogi zrobiły na mnie większe wrażenie. Na punkcie widokowym było bardzo dużo ludzi, całe wycieczki autokarowe. 



Tuż po zjechaniu jest podobno jedyny na świecie znak Uwaga Trolle


I właśnie zjazd tą drogą i zobaczenie znaku zakończył naszą wyprawę, było to ostatnie miejsce w Norwegii, które mieliśmy zaplanowane. Zrobiliśmy zdjęcia i ruszyliśmy w kierunku domu. Oczywiście po drodze czekały na nas piękne widoki. 



Ostatni nocleg w Norwegii i najdroższy. 


Spędziliśmy też trochę czasu w Szwecji byliśmy między innymi w Vimerby - miejscowości, która została sportretowana przez Astrid Lindgren w książce Pippi Lansztrung. Byliśmy też w Bullerbyn. Krótką relacje z tego znajdziecie na YouTube. 


Ostatnią noc spędziliśmy na kampingu w okolicach Karlskrony 


Szybkie spojrzenie na Bałtyk "od drugiej strony" Całe dzieciństwo chciałam to zobaczyć. Jako dziecko spędzałam każde wakacje w Jantarze i od kiedy rodzice powiedzieli mi, że po drugiej stronie jest Szwecja, zawsze patrząc w morze zastanawiałam się jak to jest na drugim brzegu. Czekałam prawie 30 lat, żeby się dowiedzieć. Cóż, nic specjalnego, ale moja dziecięca ciekawość została zaspokojona, a marzenie małej kilkuletniej dziewczynki spełnione! WARTO BYŁO!



PODSUMOWANIE 

Spędziliśmy 10 dni w podróży 

Prom do Szwecji oraz powrotny prom do Polski kosztował nas 1820 zł. Do Karlskrony płynęliśmy rejsem nocnym z kabiną z oknem w cenie było już śniadanie. Wracaliśmy promem dziennym z kabiną bez okna. Na obydwa rejsy wybraliśmy taryfę flexi. Obydwa rejsy płynęliśmy najnowszym promem jaki jest w Stena Line czyli Stena Ebba. 

Przejechaliśmy 3900 kilometrów, za paliwo zapłaciliśmy 2000 zł plus 165 zł za płatne drogi i 130 zł za przeprawy promowe przez fiordy. Jechaliśmy przez 3 kraje po drodze mieliśmy wszystkie 4 pory roku. Jechaliśmy najdłuższym tunelem drogowym na świecie.  

4 noce spaliśmy na kampingach (z dostępem do prądu), 4 noce w wynajętych miejscach na Airbnb, co kosztowało łącznie 1355 zł. Pierwszą noc spaliśmy na promie.

1,5 godzinny rejs po Geirangerfjord dla dwóch osób to koszt 429 zł 

Ubezpieczenie samochodu oraz ubezpieczenie dla dwóch osób kosztowało 430 zł 

Gotowaliśmy sami, nie jedliśmy w restauracjach. Zakupy robiliśmy w Rema1000


KILKA PRZYDANTYCH INFORMACJI

Za wszystko płaciliśmy kartą, w niektórych miejscach nie można płacić gotówką. Na kampingu w Geiranger aby uruchomić prysznic trzeba wrzucić 10 koron, nie miałam drobnych pieniędzy, ale zapłaciłam za to w recepcji kartą i 10 koron dostałam. 

Bez problemu można porozumiewać się po angielsku. Ja akurat znam trochę język norweski dlatego miałam świetną okazję do ćwiczenia moich umiejętności w praktyce. 

Airbnb rezerwowaliśmy tego samego dnia popołudniu, nigdy z wyprzedzeniem.  

Na niektórych kampingach recepcja jest czynna do godziny 18. 

W Norwegii jest przepyszna kranówka, nigdy nie kupiłam wody w Norwegii. 

W Norwegii można spać na dziko, trzeba zachować minimum 150 metrów od zabudowań.  Planowaliśmy spać na dziko jednak ze względu na mój stan zdrowia, jechałam z jeszcze niedoleczonym zapaleniem zatok nie zdecydowaliśmy się na to. 

Polecam wozić ze sobą kable rozruchowe. 

Komentarze

Popularne posty